Koga to strona miłośników modelarstwa szkutniczego. Znajdziesz tu wszystko, co jest Ci potrzebne do zbudowania modelu od podstaw. Pochwal się swoją pracą, zapytaj o opinię naszą społeczność, wymień się doświadczeniami. Jak znajdziesz chwilę - spotkaj się z nami w realu albo na shoutboxie. Serdecznie zapraszamy.

S.O.S

Ustawienia grupy

Galerie zdjęć

Filmy

Brak filmów do wyświetlenia.

Wydarzenia

Nie utworzono jeszcze żadnego wydarzenia.
S.O.S
Informacje o grupie
Kategoria:
Nazwa:
S.O.S
Założona:
piątek, 07 stycznia 2011
Założyciel:

Opis

Zapraszam Wszystkich do podzielenia się wiedzą na temat rzucania palenia . Niech piszą Ci co rzucili i Ci co próbują jak i Ci co mają zamiar rzucić .Wiem że jest Nas dużo palaczy i na pewno łatwiej będzie jak będziemy się nawzajem wspierać i podpowiadać jak to zrobić i rzucić to cholerne świństwo !
Pomagamy Sobie w modelarstwie to możemy i w tym problemie .
Nie masz zamiaru rzucić lub drwisz z Takich co próbują to nie pisz !

Komunikaty

Brak komunikatów.

Forum grupy

Brak tematów.

Komentarze

myszor
Brawo Maciejza . Trzymam kciuki za Ciebie w tym niepaleniu . Mija 200 dni a ja nie pale :) W życiu bym nie powiedział ze tyle wytrzymam . W latach " świetności " nie było dnia bez papierosa . Wieczorem sprawdzałem czy mam papierosy na noc i na rano . Jak było mało to już się trzęsłem jak ja sobie dam rade i myśli krążyły tylko wokół fajek . To był chore , naprawdę chore . Być tak zależnym od jakiegoś świństwa .
Nie uwierzycie ale ja już na chodniku wyczuwam palacza , tak mi się węch poprawił :).Ostatnio jak przeglądałem spodnie do prania to znalazłem 50 ZŁ ! Kiedyś to już by poszły na fajki a teraz szwedająsię po kieszeniach .
Same korzyści z tego niepalenia . Choć przyznam że mam chwile słabości ale juz szybciej sobie z nimi radze .Pomaga mi w tym też modelarstwo . Jak się zagłębie w robocie to zapominam o świecie i fajkach . Jakoś rozwiązuje problemy związane z budowa Willusia bez papierosa . Kiedyś było to nie do pomyślenia . Siadałem , fajka w gebie i dumałem :)
Nie prawda jest ze na kłopoty i problemy - fajka . To jest mit i głupie tłumaczenie aby nie rzucić . Moja Kobieta pracuje w szpitalu na oddziale onkologicznym i opowiada mi jak ludzie chorują na płuca przez fajki i w jakich męczarniach umierają . Chciała mnie zaprowadzić i pokazać ale się przestraszyłem .Nawet przy alkoholu nie brakuje mi fajura . Rano mam mniejszego kaca po suto zaprawianej imprezie . Taka jest prawda z tym moim niepaleniem . Nie pale i chciałbym nie palić . Nie zarzekam sie i nie przysięgam , poprostu nie chcę już palić . Tak jest mi dobrze :) Zachęcam do rzuceni :)
piątek, 06 stycznia 2012 10:51
 
maciejza
super myszor! ... to trzymamy sie dalej :) dni nie licze bo nie mam glowy do dat.
sobota, 19 listopada 2011 18:25
 
myszor
Witam
Minęło 150 dni jak nie fajcze .Idzie wytrzymać  choć nieraz miałem wielką ochotę na dymka .
Teraz mam taki okres że dym mi przeszkadza. Jak baba w ciąży kapryśny jestem . Sam ze sobą nie mogę wytrzymać nieraz . Chętnie dałbym sobie w gębe ale boje się skutków .
Jak się naprawdę chce to można rzucić to świństwo i nie wydawać kasy na fajki .
Rzuciłem palenie ale pieniędzy i tak mi nie przybywa . Jakoś się rozchodzą na coś innego .
Teraz szkoda mi tych 30 lat palenia . Głupi byłem że zaczynałem . To naprawdę nic mi nie dało tylko zabrało - zdrowie i kasę .
Palenie jest do DUPY .
Przyznam się że lepiej oddycham i nie męczę się tak szybko . To działa :)
No i nie ŚMIERDZĘ !
Panowie namawiam na spróbowanie rzucenia palenia .
Kiedyś z takich nawiedzonych jak ja teraz to się śmiałem i drwiłem ale przyznaje - mieli racje .
Życzę sobie abym jutro też nie palił .
Pozdrawiam :)
piątek, 18 listopada 2011 11:06
 
Mirek77
Brawo Myszor!!!Gratuluję.Tak trzymaj.Nie poddawaj się, no i witaj w gronie niepalących:)
wtorek, 27 września 2011 18:33
 
myszor
Ja bez bicia przyznam się ze pierwsza próba nie udała się . Podjąłem drugą i dziś mija 100 dni jak nie pale . Można nie palić , a ja tak kochałem palenie .
Codzień rano powtarzam sobie - dziś nie pale , i jakoś to się kręci. Maciejza , dasz rade , trzymam kciuki . Powodzenia
niedziela, 25 września 2011 13:29
 
radek
maciejza i jak idzie?
środa, 07 września 2011 14:14
 
maciejza
mija pierwszy dzien bez peta .. jest niezle ...
niedziela, 04 września 2011 17:42
 
Hadżi
Jakąś alternatywą są E-papierosy. Jest to ładowarka, e-papieros i nabój z czystą nikotyną. E-papieros wkłada się do ładowarki i ładuje przez jakiś czas źródło zasilania. Później wkłada się nabój i przez jakiś czas się popala z przerwami. W zależności jak często się popala czas rozładowania jest zróżnicowany. Podobnież jeden nabój zastępuje jedną paczkę papierosów. Kiedy się pociąga tego papierosa końcówka się żarzy jak w normalnym papierosie i nawet leci dymek. Nie jest on jednak tak intensywny jak z normalnego. Sam osobiście nie paliłem takiego papierosa. Miałem go jednak w ręku, bo moja córka kupiła swemu chłopakowi w prezencie. W zakupionym zestawie jest, jeśli pamiętam z siedem naboi. Później zakupuje się pakiety po dziesięć sztuk. Zestaw startowy kosztuje ok. 150zł plus przesyłka. Pakiet naboi ok. 40zł. Jak przeliczałem koszty zakładając, że palacz pali średnio 15 szt. papierosów to wychodziły mi oszczędności ok. 2/3 kosztów zakupu normalnych, czyli znaczna. Co najważniejsze to palenie jest zdrowsze.
Czysta chemicznie nikotyna nie jest wcale trująca. Pobudza nawet układ nerwowy i jest korzystna dla organizmu jak alkaloidy z kawy czy herbaty. W normalnych papierosach najbardziej szkodliwe są substancje smoliste z procesu spalania tytoniu jak i produkty spalania bibułki, a nie sama nikotyna. Zdania są na ten temat podzielone, ale lekarze sami palą i to nie mało.
Kiedy się ukazały te E-papierosy rozgorzała na nie ostra nagonka. Że to jest bardzo szkodliwe, bo wymyślili ten produkt Chińczycy i nie wiadomo, co oni wlali w te naboje [w tej ampułce jest płyn. Jeżeli są szkodliwe to najbardziej szkodzą koncernom tytoniowym, które boją się o swoje zyski. No i nie opodatkowane akcyzą. Gdyby to było produkowane w europie lub Chameryce i na dodatek można nałożyć akcyzę, to by było dobre, a że w Chinach to... Kiedyś były takie nagonki np. na kawę. Producenci i dystrybutorzy herbaty przedstawiali jakieś tam wyniki badań, ekspertyzy, że kawa jest Beeee! Za jakiś czas była następna nagonka. Tym razem mówi on, że kawa jest cacy a herbata Bece! To jest walka konkurencji. Jak spadają zyski to się w środkach masowego przekazu wciska ludziom kit. A ekspertyzy można sobie teraz za kasę zamówić, jaką się chce. Najbardziej ostatnio rozbroiła mnie reklama jakiegoś lekarstwa na zatoki. I pieprzą w niej farmazony, że jak się ma chore zatoki, to można umrzeć na zawał. A co ma wspólnego zawał z zatokami. Ale jak się będzie prać mózg ludziom przez jakiś czas tak jak w kościele, to ludzie w to uwierzą.

Jeżeli zacząłbym ponownie palić to nikt by mnie nie odwiódł od palenia e-papierosa.
wtorek, 11 stycznia 2011 22:44
 
myszor
Dzięki Hadżi ! Chyba Cię myślami ściągęłem . Dziś mam zajebisty kryzys , już miałem przygotowaną fajkę . Ale przeczytałem Twój wpis i myślę sobie , na h..j palić , Oni dali radę to może i ja dam .
Najgorzej jest wieczorem :(.
Walczę i dziękuje Koledzy za wypowiedzi i wsparcie :)
wtorek, 11 stycznia 2011 12:37
 
Hadżi
Zacząłem palić od pierwszej klasy podstawówki i paliłem przez 18 lat. Poszedłem do lekarza i poprosiłem o tabletki. Powiedział: jak cię znam, to wpierw kaktus wyrośnie mi na dłoni niż ty przestaniesz palić. Przypisał mi TABEX i z 200-tu szt., zużyłem 88 i przestałem palić. Przerwa trwała pięć lat. Ponownie zacząłem palić dzięki namowom palących pań pracujących ze mną w magazynie zbożowym gdzie nie wolno było palić. Ponownie paliłem parę lat. Kiedy złapał mnie atak woreczka żółciowego przez parę dni zwijałem się z bólu w szpitalu i nie myślałem o paleniu. Kiedy mnie puściło nie miałem pod ręką papierosów i nikt do szpitala mi nie przyniósł [nie było sklepików wewnątrz]. Nastąpiła następna przerwa paroletnia. Ale jak to bywa, jeżeli ktoś pali, a ja nie, a przecież kiedyś paliłem to, dlaczego nie palę? Ponowne namowy i wciskania papierosa ?a zapal sobie?. Trzeci raz uległem. Znów kilka lat palenia. Wreszcie wróciłem do domu poobijany z libacji imieninowej późno w nocy z piątku na sobotę. Budzę się koło południa. Patrzę, a tu teściowa przyjechała i patrzy na mnie przerażona jakby zobaczyła upiora. Żona mówi, ale się popisałeś. Twarz mam ściągniętą i swędzącą. Patrzę w lustro, a tu gęba czarno brązowa [parę razy szlifowałem asfalt]. Całą sobotę zdycham [cholerny balon wina gruszkowego własnego wyrobu w kilku]. O paleniu nie było mowy nawet papierosów nie miałem. W domu nikt nie palił oprócz mnie. W niedzielę wszystkie sklepy i kioski pozamykane. W poniedziałek rano bez śniadania, co mnie się nie zdarzało pobiegłem do najbliższego kiosku. Nareszcie zapaliłem. Jak się porządnie zaciągnąłem zebrało mnie na torsje. Tak mnie męczyło, myślałem, że wnętrzności wypluję. Ze złości pieprznąłem pozostałe papierosy do kanału wodnego i udałem się do pracy. Obciach u teściowej i podśmihu... kolegów w pracy. Był to bodaj, że rok 88. O tamtej pory nie palę, zapalę sobie jednego, dwa jak będę wypity. Na drugi dzień nikt mnie już nie namówi na dymka. Najgorsi są Ci namolni namawiacze w początkowej fazie porzucenia papierosów.

Stefan ma rację: wszystkie te tabletki i plastry to wielkie oszustwo. Jakmiz dobrze mówi, bo i ja w ten sposób odzwyczaiłem się słodzić herbatę, kiedy lekarz i zabronił spożywać cukru. Teraz piję cholernie mocną herbatę, ale gorzką i słodkiej się nie napiję. Kawę piję sporadycznie bardzo mocną po włosku, czyli małą ilość i b. słodką.

Miałem teścia palącego nie mało. Jak nadchodził adwent i post rzucał papierosy wysoko na piec kaflowy lub szafę i nie palił. W następny dzień po poście ponownie palił i dziwiłem się jak on tak może.

Z własnego doświadczenia wiem, że rzucenie palenia nie wpłynęło na mnie negatywnie. Nie padło mi ani na łocy, ani na potencję, ani na co innego. Nie przytyłem ani grama. Przestałem chorować na ?suchoty kieszonkowe?, nie kaszlę rano, nie charczę i pluję. Czuję się dobrze. Może na początku problem był z rencamy, ale nie trwał długo. W pobliżu musiałem mieć nasiona słonecznika, dyni, orzeszki ziemne nie łuskane, jakieś suszone owoce [morele, śliwki, jabłka lub banany]. Najlepsze były jabłka i banany wyschnięte na wiór. Długo się żuło. Nie cierpiałem i nie cierpię chamerykańskich wynalazków do żucia.

Trochę przydługa ta historia, ale przedstawia złożoność problemu.
wtorek, 11 stycznia 2011 09:59