Koga to strona miłośników modelarstwa szkutniczego. Znajdziesz tu wszystko, co jest Ci potrzebne do zbudowania modelu od podstaw. Pochwal się swoją pracą, zapytaj o opinię naszą społeczność, wymień się doświadczeniami. Jak znajdziesz chwilę - spotkaj się z nami w realu albo na shoutboxie. Serdecznie zapraszamy.

Artyleria / HMS Victory
Temat rozpoczęty przez Karrex, w dniu 15 lutego 12:10 PM

Ilość i rozmieszczenie dział


Rok 1765 100 dział:

Lower gun deck: 30 szt. 42 funtów, dł.* 9 stóp 6 cali (2,9 m), [34,5 mm]**
Middle gun deck: 28 szt. 24 funtów, dł. 9,5 stopy (2,9 m), [34,5 mm]
Uper gun deck: 30 szt. 12 funtów, dł. 9 stóp (2,7 m), [ok. 32,1 mm]
Quarter deck: 10 szt 6 funtów, dł. 8 stóp (2,4 m), [ok. 28,6 mm]
Forecastle: 2 szt 6 funtów, dł. 9 stóp (2,7 m), [ok. 32,1 mm]

Rok 1803:

Lower gun deck: 30 szt. 32 funtowe (długie), [34,5 mm]
Middle gun deck: 28 szt. 24 funtowe (długie), [34,5 mm]
Uper gun deck: 30 szt. 12 funtowe (długie), [ok. 32,1 mm]
Quarter deck: 12 szt. 12 funtowe (krótkie),
Forecastle: 2 szt. 12 funtowe (średnie) [ok. 31 mm]
2szt. 32 funtowe karonady (carronada), dł. 4 stopy (1,2 m), [ok. 14,3 mm]

The broadside weight = 1092 lbs

Rok 1805 (bitwa pod Trafalgar) 104 działa:

Lower gun deck: 30 szt. 32 funtowe (długie), dł. 9,5 stopy (2,9 m), [34,5 mm]
Middle gun deck: 28 szt. 24 funtowe (długie), dł. 9,5 stopy (2,9 m), [34,5 mm]
Uper gun deck: 30 szt. 12 funtowe (długie), dł. 9 stóp (2,7 m), [ok. 32,1 mm]
Quarter deck: 12 szt. 12 funtowe (krótkie),
Forecastle: 2 szt. 12 funtowe (średnie) dł. 8,5 stopy (2,6 m), [ok. 31 mm]
2szt.*** 68 funtowe karonady (carronada), dł. 5 stóp 2 cale (1,55 m), [ok. 18,5 mm z gronem 23,5 mm].

Wg danych z tabel długość karonady 68 funtowej wynosiła 5 stóp 4 cale (1,6 m) [ok. 19,07 mm]
_________________________________
/* Długości dział z artykułu HMS Victory p. Krzysztofa Gerlacha, MSiO nr 7-8, 2007
/** W nawiasie [-.-] długość w skali 1:84
/*** dwie 32-funtowe karonady zostały usunięte i zastąpione przez dwie 68-funtowe karonady/.

The broadside weight = 1148 lbs

http://www.hms-victory.co...2_pdr_short.jpg
1) 12 pdr - short,


2) 12 pdr - medium,


3) 12 pdr - long,


4) 24 pdr - long,


5) 32 pdr - long
    Wymiary działa 32 funtowego
    Długość działa, 9ft 6ins (2,90 m), mierzona od pierścienia bazowego do "pyska".
    Całkowita długość (wraz z gronem) to 10ft 3.3 / 4 in. (3,14 m - w skali 1:84 to będzie 37,4 mm).
    Na przełomie wieków XVIII i XIX działa miały różną długość, np. niektóre 32-funtówki miały 9ft długości (2,75 m).


działo 42 pdr - przed 1803


68-funtowa karonada jedna z dwóch.

Dane zaczerpnięte ze strony http://www.hms-victory.com/


___________________________________________________________________________

68-funtowa karonada




68 Pounder Carronade. Short lightweight gun that fired a heavy round shot at low velocity over a short range.
Invented by General Robert Melville and first manufactured by Charles Gascoine of the Carron Iron Works, Stirlingshire, Scotland in 1778.

This type of gun was introduced into the Navy in 1779.
Carronades came in a variety of sizes: 12, 18, 24, 32 and 68 pounders.
It was unusual to have the heavier 68 pounder type mounted on a ship.

Weight of gun: 35cwt. (1.77 tonnes) - Waga działa: 35 cetnarów (1,77 t)
Weight of shot: 68lb. (30.6Kg) - Waga kuli: 68 funtów (30,6 kg)
Weight of charge: 8lb (3.6Kg) - Waga ładunku: 8 funtów (3,6 kg)
Range - point blank: 450 yds (411.5m) - Minimalny zasięg: 450 jardów (411.5m)
Range - maximum: 1,280 yds (1,170.4m) - Maksymalny zasięg: 1280 jardów (1,170.4 m)

Nie znam języka, więc pozostawiam w oryginale (zawiodłem się na tłumaczu Google)

____________________________________________________________________________

Plany:










______________________________________________________________________________

Artyleria w kolekcji DeA:


Całkowita długość karonady wynosi 23,5 mm.
Całkowita długość 12 funtówki 31,8 mm

___________________________________________________________________


Umiejscowienie karonad


W modelu HMS Victory JoTiKa zobaczymy karonady przy relingu dziobowym,




a nie burtowych jak to jest na Okręcie-Muzeum (i znam z planów, kolekcji DeA i innych modeli), Zwłaszcza, że mamy tu falszburtę z trzema ambrazurami, a nie obniżenia łukowe relingów.


przykład modelu kol.Andrzeja

Ciekawi mnie czy karonady (tak jak inne działa) też mogły być przetaczane.

    Krzysztof Gerlach napisał:
    Działa na żaglowcach, w przeciwieństwie do artylerii późniejszych okrętów, nie były prawie nigdy związane ze stałym miejscem na jednostce. Odlewano je i osadzano na przestawialnych lawetach, które z burtami łączyły się tylko linami dającymi się wyczepić i przywiązać lub zahaczyć w innym miejscu. Nawet późniejsze, nowoczesne działa z jednostek parowo-żaglowych, których lawety wyposażano w specjalne czopy do obracania i przesuwano po żelaznych torach kierunkowych przytwierdzanych do pokładów, też dysponowały kilkoma miejscami do mocowania tych czopów i dużą liczbą żelaznych łuków.

    Jeśli więc jakieś działo miało stałe miejsce na żaglowcu, to tylko dlatego, że często nie było alternatywy: np. przy 28 furtach na danym pokładzie i 28 armatach, nie było gdzie ich przestawiać. Ale już przy jednej parze furt więcej niż dział (coraz częstsza aranżacja od przełomu XVIII i XIX w.), skrajne działo dziobowe, normalnie wystające z furty drugiej od przodu, przestawiano do furty pierwszej, jeśli okręt potrzebował strzelać przed dziób. Podobnie w przypadku odwrotu zdarzało się przestawianie armat najtylniejszych na burcie, do furt usytuowanych całkiem na rufie. Oczywiście w XVI i XVII w. te furty rufowe były zazwyczaj wyposażone na stałe we własne działa, lecz po rozwinięciu się liniowców z tego zrezygnowano, więc w razie potrzeby (przeciwnik dokładnie za rufą) zachodziła konieczność zmiany pozycji armat burtowych.

    Na pokładach odkrytych (rufowym i dziobowym) instalowanie mniejszej liczby dział niż furt stanowiło prawie normę. Bardzo długo na pokładzie dziobowym w ogóle nie robiono żadnych furt, tylko takie obniżenia łukowe relingów (jak na zdjęciu), nad którymi można było łatwo wystawiać lufy dział czy karonad. Miejsce, w którym te działa aktualnie ustawiano, zależało od sytuacji bojowej – jeśli przeciwnik znajdował się idealnie przed dziobem (jak np. przed przełamaniem linii francusko-hiszpańskiej w bitwie pod Trafalgarem), to z pewnością strzelano w przód. Nie znaczy to, że karonady na Victory musiały tam tkwić do końca bitwy – dawały się przecież przestawić do wolnych furt w nadburciach.

    Pozdrawiam, Krzysztof Gerlach

_______________________________________________________________________________

Sposób użycia artylerii - przełom XVIII i XIX wiek.


Na forum pana Krzysztofa Gerlacha znalazłem ciekawe i dla nas pytanie kol. Kalliadesa.

...przykładowo według Wikipedii HMS Victory miał na pokładzie:
30 długich 32 funtowych dział,
28 długich 24 funtowych,
42 krótkich 12 funtowych.
Jak wyglądało użycie takiej artylerii?
Chodzi mi o to m.in.: z jakiej odległości otwierano ogień salwami?
Czy po zbliżeniu do przeciwnika, każde działo strzelało osobno czy też dalej salwami?
Czy czekano, aż przeciwnik będzie w zasięgu całej artylerii czy też strzelano kolejno w miarę zbliżania się do przeciwnika?
Jaka była częstotliwość ognia?
Na jak długą wymianę ognia starczało amunicji?

    Krzysztof Gerlach napisał:
    Dane z Wikipedii, jak to często bywa, nie mówią prawdy. Uzbrojenie Victory zmieniało się wielokrotnie (przynajmniej 10 razy). W okresie bitwy pod Trafalgarem okręt ten miał faktycznie tyle dział 32-funtowych i 24-funtowych, co podano, ale ponadto 2 karonady 68-funtowe, zaś 44 (nie 42) działa 12-funtowe nie były „krótkie”, a przynajmniej większość z nich. Trzydziestka z górnego pokładu działowego należała do dział długich, miała 9 stóp długości. Tuzin 12-funtówek z pokładu rufowego to istotnie działa krótkie, o długości 7’6”. Natomiast para 12-funtówek z pokładu dziobowego to egzemplarze pośrednie, o długości 8,5 stopy. Laicy pisząc o działach „długich” z epoki napoleońskiej na ogół nie rozumieją, że chodziło tylko o przeciwstawienie zwykłych armat w stosunku do bardzo krótkolufowych karonad, a w ramach każdego wagomiaru istniało pełno modeli o różnej długości i masie.

    To, czy otwierano ogień salwami, czy nie, nie zależało od odległości, tylko od wzajemnego ustawienia okrętów. Jeśli płynęły nie tylko na kursach równoległych, ale na dodatek z tą samą prędkością i idealnie naprzeciwko siebie (tzn. żaden nie był wysunięty do przodu), to oczywiście strzelały wszystkie działa. W przeciwnym wypadku część biłaby w powietrze, a przy zmieniającym się położeniu nastawianie na kierunek różnych armat zajmowało różny czas, więc upieranie się przy salwie obniżałoby szybkostrzelność. Oczywiście jeśli okręty znajdowały się burta w burtę, sczepione (co się zdarzało), można też było strzelać salwami, tylko po co? W ten sposób wszyscy zawsze musieliby czekać na najwolniejszą z obsług! Dla wielu armat znamy maksymalne zasięgi przy rozmaitych kątach podniesienia. Jednak przy dziale strzelającym przez furtę okrętową trzeba było zapomnieć o teoretycznym kącie 45 stopni, ponieważ takiego podniesienia nie dało się zrealizować. Z drugiej strony, jeśli okręt znajdował się po zawietrznej przy silnym wietrze, to miał pokład silnie pochylony. Jedną z najczęstszych metod było też odpalanie na szczycie wznoszenia przy kiwaniu. Jeśli przez salwę rozumiemy ogień ze wszystkich dział poza karonadami, to na Victory decydowały najkrótsze 12-funtówki. Dla nich przy kącie podniesienia 5 stopni maksymalna donośność wynosiła 1650 jardów, czyli 1500 m. Załóżmy, że dodatkowe kąty (pokład, fala) podnosiły to do 2000 m. W idealnej sytuacji można było otworzyć ogień z tej odległości (salwami czy nie). Ale czy naprawdę OTWIERANO? Jeśli komuś zależało na zapewnieniu sobie możliwości ucieczki i liczył na strącenie jakiegoś drzewca u przeciwnika – mógł strzelać. W zdecydowanej większości wypadków uważano to jednak za marnowanie amunicji. Bojowi dowódcy twierdzili, że należy rozpoczynać ogień z odległości 40-50 m, a nie dwóch kilometrów (!), chyba że chodziło o pościg i ucieczkę. O momencie otwarcia ognia przez flotę w zwartym szyku decydował głównodowodzący, dla samodzielnie działającego okrętu był to jego kapitan. Obaj mogli kazać strzelać z dowolnej odległości i w dowolnym systemie. Jak więc łatwo zauważyć, przypadki strzelania całą burtą się zdarzały, ale strzelanie prawdziwymi salwami było bardzo rzadkie, a z dystansem do przeciwnika w ogóle nie miało związku.
    W XVI w., kiedy zawód puszkarza był unikalny, czasem jeden mistrz artyleryjski obchodził wszystkie działa, a potem „pospolite” obsługi odpalały salwę. Jednak na początku XIX w. padała na ogół tylko jedna salwa (w momencie wydania rozkazu), a potem każdy strzelał jak mógł najszybciej i jeśli miał przed sobą cel. Czy było daleko, czy blisko, nie miało znaczenia.
    O tym czy zaczynano od salwy czy od razu od indywidualnego strzelania decydował dowódca, a on z kolei rozpatrywał rzecz nie w oparciu o doktrynę, tylko odnosząc się do spodziewanych korzyści, w danych okolicznościach. Kiedy Brytyjczycy posuwali się pod Trafalgarem prawie prostopadle do przeciwnika, musieli znosić ciężki ogień niemal bez odpowiadania, jest więc jasne, że każde działo, które dało się z czasem wycelować w połączoną flotę, natychmiast zaczynało strzelać, nie czekając na pozostałe. Kiedy natomiast przecinali linię tuż za rufą nieprzyjacielskiego okrętu, to też nie strzelali całkiem równocześnie, aby trzy czwarte pocisków poszło w wodę, tylko każdy działonowy odpalał swoją armatę w chwili najścia na cel. Trwało to i tak w sumie bardzo krótko, więc taki ogień nazywano salwowym. Ostrzelanie amfiladowe dawało druzgocące skutki, więc jeśli dowódca widział, że za chwilę nadarzy się następna okazja, mógł kazać zaprzestać chaotycznego ognia indywidualnego, by mieć wszystkie działa gotowe do kolejnej akcji taką niby-salwą. Jeśli nie – po co było marnować czas; każda obsługa strzelała najszybciej jak potrafiła.

    W epoce całkowitego braku automatyzacji i bardzo pierwotnej mechanizacji, szybkostrzelność zależała od masy kuli (im większa, tym oczywiście szło to wolniej), liczebności obsługi (na początku bitwy było najszybciej, w miarę padania kolejnych ludzi coraz wolniej), stopnia wyszkolenia (inaczej szło wytrawnym marynarzom, inaczej żółtodziobom wyciągniętym świeżo z więzień), siły fizycznej i stopnia zmęczenia, a w warunkach bojowych – także od dyscypliny panującej na okręcie. Podawanie więc jakichkolwiek standardowych wartości będzie zawsze nonsensowne. Tym niemniej uważano wtedy, że idealnie wyszkolona i optymalna liczebnie obsługa brytyjskiego lub amerykańskiego działa 32-funtowego, osiągała na ćwiczeniach i na początku bitwy (na okręcie utrzymującym żelazną dyscyplinę) jeden strzał na minutę (przy Francuzach i Hiszpanach strzelających raz na trzy minuty). Jednak jeszcze w połowie XIX częściej był to u Brytyjczyków i Amerykanów jeden strzał na dwie minuty, co w czasie wojny secesyjnej zredukowano do 1 strzału na 75 sekund. Ale siak czy owak taka częstotliwość ognia trafiała się tylko w sytuacjach, gdy z uwagi na położenie i odległość zbędne było celowanie. Jego bowiem w ogóle nie bierze się w tych obliczeniach pod uwagę.

    Około 1790 r. brytyjski 100-działowiec zabierał 2400 kul 32-funtowych, 2800 kul 24-funtowych i 4200 kul 12-funtowych. Zakładając więc, że Victory strzelałby w 1805 r. z każdego działa jednej burty co minutę, amunicji do 32-funtówek starczyłoby na 2 godziny i 40 minut; do 24-funtówek na 3 godziny 20 minut; do 12-funtówek na 3 godziny 11 minut. Jest chyba jednak absolutnie jasne, że takiego tempa nie wytrzymałaby tak długo żadna obsługa i żadna armata (poza tym cele się zmieniały, występowały dłuższe przerwy), więc rzeczywisty czas był zdecydowanie większy.

Kalliades napisał:
A jak wyglądała sprawa z zapasem prochu strzelniczego ? Tzn.:
le przeciętnie go zabierano ?
czy zmieniano ilość ładunków prochowych w zależności od oczekiwanego zasięgu strzału?
gdzie była prochownia na okręcie?
jak dbano by nie zamókł?
czy przy armatach był zapas prochu na kilka strzałów czy też do każdego strzału ktoś biegał do prochowni po ładunki?
kiedy wprowadzono ładunki pakowane w worki, a nie sypki proch?

    Krzysztof Gerlach napisał:
    1. Ilość zabieranego prochu zależała oczywiście od wielkości okrętu i jego uzbrojenia, a także od rejonu operacyjnego. Np. 100-działowy trójpokładowiec Royal Navy brał 525 baryłek prochu w rejs zagraniczny, a 427 baryłek, kiedy działał w rejonie kanału La Manche. W tych samych okolicznościach 18-działowy slup wyposażano odpowiednio w 64 i 62 baryłki. Na kartusze przekładało się to następująco: na 100-działowcu zabierano 2580 kartuszy do 32-funtówek, 2996 kartuszy do 24-funtówek oraz 4728 kartuszy do 12-funtówek. Natomiast 18-działowy slup miał 1386 kartuszy do 6-funtówek oraz 864 kartusze do półfuntowych działek relingowych. Dbano, by istniał pewien nadmiar prochu, do ewentualnego ładowania szuflą, jak powszechnie robiono w czasach przed kartuszami. Mimo wszystko da się to cokolwiek uśrednić, ponieważ starano się przestrzegać na wszystkich liniowcach zasady, by prochu starczało na 50 strzałów z każdego działa podczas służby zagranicznej i na 45 strzałów podczas służby w rejonie kanału. Do tego dochodził proch potrzebny do prowadzenia ćwiczeń artyleryjskich – 60 ładunków na każde działo górnego pokładu, trochę na odbijanie zgorzeliny do każdej armaty, ponadto miałki proch podsypkowy do odpalania. Slupy zabierały jednak mniej – po 40 ładunków na każde działo w służbie zagranicznej i 35 w służbie na kanale La Manche.
    2. W zasadzie nie zmieniano ilości ładunków w zależności od zasięgu strzału, ale odsypywano prochu z ładunku, kiedy chciano zmniejszyć ciśnienie gazów prochowych, a poza tym stosowano ładunki o rozmaitej masie: dla normalnego strzelania, dla strzelania przy zwiększonym zasięgu i dla strzelania na krótki dystans.
    3. Prochownie sytuowano w różnych miejscach na okrętach różnych narodów. Zależało to też trochę od konstrukcji żaglowca (budowy jego kadłuba, zwłaszcza ostrości linii w partiach dziobowej i rufowej). Generalnie chodziło o położenie poniżej linii wodnej, aby zapobiec trafieniu przez kulę wroga; położenie powyżej denników, aby zapobiegać zawilgoceniu przez wodę zęzową; położenie w miejscu znacznej szerokości okrętu, aby zapewnić dużą objętość magazynu i łatwość sztauowania baryłek z prochem; położenie umożliwiające szybkie zalanie w razie pożaru okrętu; położenie nieodległe od głównych luków ładunkowych, ze względów oczywistych. Na brytyjskich okrętach (oczywiście mówimy cały czas o epoce napoleońskiej, ponieważ żadna aranżacja nie była wieczna) główny magazyn prochu znajdował się przedniej części ładowni, na specjalnej platformie, na ogół zaraz za fokmasztem. Do tego dochodziły tzw. „wiszące magazyny”, przeznaczone na trzymanie gotowych ładunków, usytuowane pomiędzy orlopem a ładownią, wzdłuż długości okrętu. Zasadniczo na tych jednostkach, które nie miały „wiszących magazynów” był jeszcze pomocniczy magazyn prochowy z tyłu ładowni, w okolicach bezanmasztu. Zdarzały się jednak jednostki z głównym magazynem z przodu, pomocniczym z tyłu i wiszącymi magazynami pomiędzy nimi, a także takie z przednim i tylnym magazynem oraz dodatkowo środkowym – między grotmasztem a przednim kabestanem. Francuzi umieszczali główny magazyn prochowy na rufie. Rozciągał się blisko stępki w przód i w tył od bezanmasztu. Czasem dodawali mały magazyn prochowy także w partii dziobowej. Amerykanie stosowali metodę pośrednią, chociaż nazewnictwo brytyjskie.
    4. Proch przechowywano w wodoszczelnych beczkach, na platformach oddzielających je od wody zęzowej (dziobowe usytuowanie głównego magazynu prochowego na okrętach brytyjskich miało z tym związek, ponieważ przy typowym przegłębieniu okrętu na rufę, woda odpływała z dziobu w kierunku śródokręcia i dalej), w szczelnie zamkniętym magazynie, oddzielonym wieloma pokładami od ewentualnych bryzgów wody zaburtowej, czy deszczówki. Ściany magazynów wykładano plastrem z wapna i włosów, do tego boazerią z cienkich desek na złącza ciesielskie uszczelniane dodatkowymi listwami, beczek nie kładziono wprost na poszyciu wewnętrznym ładowni, tylko na luźnych paletach, aby zapewnić odpływ wilgoci i przewiew suszącego powietrza. Dawano tam też węgiel drzewny, by działał jako pochłaniacz wilgoci, a w pomieszczeniu do wypełniania ładunków (które częściej ulegały zawilgoceniu niż proch w beczkach) instalowano nad paletami dodatkową podłogę.
    5. Ilość ładunków znajdujących się przy każdym dziale zależała od stanu gotowości bojowej. Jeśli szykowano się na sztorm lub w ogóle panował pokój, wynosiła zero. Gdy przygotowywano się do mającego wkrótce nastąpić boju, można było teoretycznie przygotować kilka, ale unikano tego, ponieważ proch zgromadzony wokół działa stanowił śmiertelne niebezpieczeństwo dla obsługi armaty i całego okrętu. Natomiast typową praktyką w czasie wojny było pływanie z działami załadowanymi, co pozwalało na dokonanie pierwszego odpalenia bez żadnych zapasów. Proch był donoszony przez chłopców okrętowych („małpki prochowe”). Jak w warunkach bojowych zapewniano odpowiednią szybkość tych „dostaw”, trudno mi powiedzieć.
    6. Najwcześniejsze znane kartusze pojawiły się na okrętach w pierwszej połowie XVI w., powszechne zastosowanie znalazły od wieku XVII.

de Villars napisał:
...Wychodzi circa 100 pocisków na działo (dla najcięższych nawet mniej). A jak to wyglądało w innych marynarkach, bądź dla innych klas okrętów? Ciekawi mnie zwłaszcza ile pocisków brały małe jednostki uzbrojone w ciężkie karonady, co na początku XIX w. było dość popularne.

    Krzysztof Gerlach napisał:
    Z nazywaniem karonad „ciężkimi” trzeba zachować ostrożność, ponieważ akurat to był typ artylerii o wybitnie małym ciężarze :-) . Ale doskonale rozumiem, że Panu chodzi o ciężar kuli. Pomijając pociski do działek relingowych, mała, 28-działowa fregata Royal Navy zabierała na początku wojen z rewolucyjną Francją 3000 kul pełnych (plus 140 kartaczy i 72 pociski szerszego rażenia); 24-działowy „post-ship” – 2400 kul pełnych (plus 120 kartaczy i 66 pocisków szerszego rażenia); 18-działowy slup – 1080 kul pełnych (plus 80 kartaczy i 2 pociski szerszego rażenia). Amerykański szkuner 12-działowy zaopatrywano w 1834 r. w 1100 pocisków wszelkiego typu.

    Krzysztof Gerlach



Odpowiedz
Voyteque
Czy są dostępne informacje dotyczące olinowanie dział? Grubości, rozmiary bloczków, ich rodzaje? Wiecie coś może? Z góry dziękuję za pomoc.
Wojtek
sobota, 13 lutego 2016 22:19
 
Karrex
Powiem szczerze, że się nie spotkałem z takimi informacjami.
Z pytaniem można uderzyć do p. Krzysztofa Gerlacha (na jego forum lub na FOW) lub Tomka Aleksińskiego (tu na Kodze).
Może Jarcio coś ma lub korasonek.

Z moich obserwacji wynika, że modelarze najczęściej stosują najmniejsze bloczki 2 - 3 mm (zależy od skali).

W ostateczności można też (mając odpowiednie zdjęcie działa z boku) samemu obliczyć w jakimś wektorowym programie graficznym (Corel, Adobe Ilustrator) przybliżone (orientacyjne) wymiary bloczków i grubości talii. Przeskalowując i tak będziesz musiał użyć linek najbardziej zbliżonych, bo może się okazać, że nie ma takich odpowiednich grubości dla twojej skali.

...

Spróbowałem orientacyjnie (naprawdę orientacyjnie, bo na dokładne wymiary nie ma co liczyć) obliczyć na podstawie zdjęć.

Karonada




Przy długości 1,6 m (160 cm) wyszło mi, że blok ma długość 25 cm (dla skali 1:84 - ok. 3 mm),
średnica liny hamującej 6 cm,
lina talii 2 cm.

Przy burcie podwójny blok, pojedynczy przy lawecie.

12 funtówka z forkasztelu




Długość działa 2,6 m (260 cm).
Lina hamująca ma ø 5,5 ÷ 6 cm.

Przy okazji "zdjąłem" kolejne wymiary:
Burta lawety ma wymiar 170 x 58 cm.
Koło przednie 42 cm, tylne 36 cm.

Pozdrawiam
Karol
poniedziałek, 15 lutego 2016 12:12
 
Karrex
Wojtek napisał:

Te 3 mm bloczki to chyba jednak trochę za duże, nawet do skali 1:86. Do skali 1:96 przyjmę bloczki 2mm.  Jak dobrze rozumiem jeśli chodzi o układ bloczków to na linie hamującej, bliżej wylotu lufy mocowany jest bloczek podwójny a z drugiej strony bloczek pojedynczy, czy coś pomieszałem?
Pozdrawiam
Wojtek

Jeżeli weźmiesz pod uwagę, że wydawca (DeA) daje bloczki 4 - 5 mm, to te 3 mm to "szyszunia" ;).
A tak poważnie to bloczki 3 mm, są do największych (najcięższych dział), 2 mm mogą być do tych mniejszych na górnych pokładach (mówię o skali 1:84). Dla twojej skali oczywiście, że 2 mm jest OKI.
Co do podwójnego bloczka to dobrze zrozumiałeś. Dodam, że na zdjęciach z Victory są dwie talie odciągające, a na schemacie http://www.koga.net.pl/phpbb3/bridge/file.php?id=33102&mode=view jest jedna, ta dłuższa.
Na w/w schemacie masz dwa bloczki podwójne.




____________________
Pozdrawiam
Karol
poniedziałek, 15 lutego 2016 16:32
 
Musisz zostać członkiem tej grupy tematycznej, aby móc zamieszczać odpowiedzi.