Koga to strona miłośników modelarstwa szkutniczego. Znajdziesz tu wszystko, co jest Ci potrzebne do zbudowania modelu od podstaw. Pochwal się swoją pracą, zapytaj o opinię naszą społeczność, wymień się doświadczeniami. Jak znajdziesz chwilę - spotkaj się z nami w realu albo na shoutboxie. Serdecznie zapraszamy.

Strona główna Forum Inne Hyde Park Jean Boudriot - autorytet wczesnofrancuskiego szkutnictwa

Jean Boudriot - autorytet wczesnofrancuskiego szkutnictwa

Tu mozna narzekać i pisać o sprawach nie związanych z tematami forów

Jean Boudriot - autorytet wczesnofrancuskiego szkutnictwa

Postprzez TomekA » 12 Sie 2020, 06:20

Kiedys, dawno temu, przetlumaczylem na polski ten artykul o tym superciekawym czlowieku.


JEAN BOUDRIOT
człowiek - skarbnica wiedzy o wczesnofrancuskim szkutnictwie
(Tłumaczenie Tomasza Aleksińskiego z magazynu "Wooden Boat" z sierpnia 2000)
napisał William Gilkerson

"- Najprawdopodobniej najlepszym źródłem informacji z tej dziedziny byłby Jean Boudriot" - ostatnio tak poradziłem przyjacielowi, który męczył się z problemem wczesnofrancuskich jednostek żaglowych.
"- John kto?" - zapytał, zmuszając mnie do krótkiej odpowiedzi.
Nieumyślnie mój przyjaciel zainspirował mnie do napisania tego artykułu, który jest pobieżnym profilem, a przynajmniej częściową odpowiedzią na jego pytanie - to samo, które ja sam komuś zadałem dwie dekady wcześniej.

Wówczas to ja szukałem informacji, czegokolwiek co pomogłoby mi w dokładnym zobrazowaniu okrętu flagowego Johna Paula Jones'a - BOHNHOMME RICHARD. Zatelefonowałem więc do Boba Sumrall'a, kustosza od modeli w Muzeum Akademii Marynarki Wojennej USA w Annapolis, w stanie Maryland. Niewątpliwie RICHARD był najbardziej znamienitym okrętem pod banderą amerykańską podczas jej Wojny o Niepodległość, ale ponad dwa wieki później, okazał się być najbardziej zagadkowym.
"- Uważam, że twym najlepszym źródłem wiedzy na ten temat będzie Jean Boudriot" - odpowiedział. "- To jedyny facet, który mi przychodzi na myśl, kto mógłby ci pomóc".
"- John kto?"
"- Buu-d-rioo" - przesylabizował jeszcze raz galijskie samogłoski. "- On wie więcej o zagadnieniach francuskiej marynarki ery żagla, niż ktokolwiek inny."
Powiązanie to miało sens. RICHARD był francuskim, uzbrojonym statkiem Kompanii Wschodnioindyjskiej, zwodowanym w 1765 jako DUC DE DURAS. W 1779 został przebudowany i wydzierżawiony Jonesowi dla Amerykanów przez Louisa XVI. Został zatopiony jeszcze tego samego roku, w kilka godzin po sławetnym zwycięstwie nad angielskim HMS SERAPIS. Ta świętowana akcja została wielekroć odmalowana z wyobraźnią, ale nigdy przez kogoś, kto wiedział jak rzeczywiście wyglądał RICHARD. Nikt też z amerykańskich historyków, którzy szukali informacji na ten temat we Francji, nie opracował żadnych wiarogodnych opisów czy planów tej jednostki. Czy możnaby skontaktować się z Boudriot'em w tym celu?
"- Z pewnością nie po angielsku, bo ja zapytałbym go już o zidentyfikowanie kilku francuskich modeli w naszej kolekcji. Ale on mówi tylko po francusku. A jak Twoja francuszczyzna?"
Odpowiedź - "gorzej niż na poziomie odczytywania tytułów w spisie" - wydawała sie dyskwalifikować mnie z mety, odsyłając mnie do przebadania istniejącego materiału w jez. angielskim. W końcu, gdy okazało się że takiego po prostu nie ma, kilka niezwiązanych z tym tematem pytań sprowadziło mnie do innych autorytetów - wszyscy wychodzili z tą samą radą "Lepiej zapytaj Boudriot'a, co o tym myśli".
Tak więc okazało się, że nie pozostawało mi nic innego, jak tylko napisać list przez ocean do tego wydającego się być niezastąpionym Francuza, i zatrudnić tłumacza do ewentualnej wymiany korespondencji. W liście załączyłbym me pytania wraz z rysunkiem czegoś, co - miałem nadzieję - wyglądałoby jak BONHOMME RICHARD. Zdawałem sobie sprawę, że będę musiał poczekać długo na odpowiedź.
"- Wątpię, czy w ogóle on ci odpowie" - zawyrokował jeden z pesymistów.

Pierwsza z - jak się później okazało - wielu długich odpowiedzi nadeszła po dwu tygodniach - starannie skreślony list napisany przez nikogo innego jak Jeana Boudriota we własnej osobie. Była ona na kartce papieru z ryciną przedstawiającą sowę. Po przetłumaczeniu okazało się, że są tam w kolejności odpowiedzi na zadane pytania, z odnośnikami do odpowiednich tekstów źródłowych dla kazdego z nich. Przeważnie tyczyły się one książek, które napisał sam Jean. Załączono listę wydawniczą tytułów Boudriota.
A co do mego starannego rysunku BONHOMME RICHARD'a, to okazało się, że przypomina on bardziej okręt angielski niż francuski. Jego rada - "przestudiuj francuskie okręty z tej epoki, zaczynając od jego własnej pozycji "Le Vaisseau de 74 Cannons" (Okręt 74 działowy). Zauważyłem, że były to cztery tomy pod tym tytułem, wszystkie na temat jednego okrętu, wszystkie gabarytów 23 x 30 cm i odpowiedniej grubości. I oczywiście - wszystkie bardzo drogie!
Również wszystkie bardzo ciężkie, co zauważyłem gdy przybyły do mnie w dużym pudle, które trzeba było podjąć z poczty. Cztery masywne tomiska, których nie sposób było czytać! Z mieszanymi uczuciami rozpakowałem je, przerzucając strony pierwszego z nich. Był dosłownie nadziany najprzeróżniejszymi ilustracjami. Miał z tuzin lub półtora składanych stronic z drobiazgowymi planami, niewątpliwie ukazującymi niesłychany proces badawczy za sobą. Do tego masa wyjaśniających, idealnych rysunków w perspektywie i notatek na marginesach. Wszystko wyglądało jak jakiś wizualny przewodnik do budowy francuskiego okrętu 74 działowego z 1780 roku.
Po tekście i tablicach ukazujących koncepcje okrętu (administracja marynarki wojennej, doki stoczniowe, planowanie, projekt i rozrysowywanie), zaczęła się wyłaniać ilustrowana opowieść z gromadzeniem materiałów i ich rodzajów, po czym budowa pochylni i bloków kilowych. Perspektywy rysunkowe na podwójnych stronicach ukazywały podnoszenie wręg, elementów rufowych, po czym resztę ożebrowania z, po kolei, pokład po pokładzie, z wieloma rzutami wszystkiego. W końcu poszycie kadłuba, system wbijania gwoździ, uszczelnianie i... voila, kompletny kadłub. Całość na 164 stronicach, plus plany, przeważnie w skali 1/72.
Wiekszy tom II opisywał wyposażenie kadłuba. Znów w ustalonym porządku, od pokładu do pokladu, z uwzględnieniem najprzeróżniejszego umeblowania, dodatków, ornamentacji czy balastu. Były tutaj plany wszelkiego rodzaju maszynerii, od kabestanów do pomp, były tutaj rysunki dział, ich oprzyrządowanie i wyposażenie, narzędzia stolarza, detale różnych rodzajów łodzi okrętowych, itd, itp...
Jeszcze wiekszy tom III został poświęcony na omówienie omasztowania, ożaglowania, ruchomego i stałego takielunku, narzedzi i procedury ich fabrykacji, użycia i utrzymywania tego oraz wprowadzenie figur ludzkich (przez innego artystę) do tego świata skądinąd czysto architektonicznych perspektyw Jeana Boudriota.
Największy ze wszystkich tom IV to oszałamiająca kolekcja 394 stron, plus kolorowe ryciny ilustrujące umundurowanie każdego na pokładzie - od kapitana do chłopca okrętowego. Pokazano całkowity przekrój społeczeństwa okrętowego w ich codziennych obowiązkach; kucharz krzątający się wokół swego pieca, załoga puszkarzy zgromadzona przy swym przynależnym dziale, oficerowie wykonujący swe obowiązki w messie okrętowej, kapitan siedzący przy swym biurku i piszący coś wśród umeblowania swej kajuty, jego skrzypce i smyk wiszace obok na ścianie.
Po przeglądnięciu końcowych mniej więcej 200 stron (o manewrowaniu okrętem, ewolucjach w bitwie, nawigacji, sygnalizacji i innych pozostałych sprawach tyczących okrętu) odniosłem wrażenie, że ktoś na podstawie tych książek mógłby zbudować taki okręt, wyposażyć go, żeglować nim i nawet walczyć na nim, gdyby miał takie pragnienie. Znajomość tematu manifestowała się na każdej stronie, wzbudzała nabożny szacunek, była bez mała niemożliwa do wyobrażenia w swej głębi. Nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić (wtedy i dziś) jakiekolwiek inne dzieło z dziedziny marynistyki, które traktowałoby o okręcie w sposób tak kompletny a jednocześnie tak porywający.
"- Chociaż nie jest to dokładnie ten sam okręt, o którym pan pisał" - napisał Boudriot w notatce - "to jeśli pan zrozumie ten, pomoże to panu w znacznym stopniu zrozumiec i BONHOMME RICHARD'a."

I tak się stało, chociaż nie w takim stopniu, w jakim to uczynił sam Boudriot na przestrzeni następnych pieciu lat. Na początku, czując się szczęściarzem że znalazłem takiego oto nauczyciela, zasypywałem go pytaniami. Te zawsze były odpowiadane, zawsze osobiście, w ręcznym piśmie, czasami z załączonymi fotokopiami z materiałem żródłowym; powoli wzrastała ilość materiału, który miał być przetłumaczony. Wkrótce, czując się przytłoczony informacjami i zagubiony, poprosiłem o spotkanie osobiste. Gdybym poleciał do Paryża z tłumaczem, czy spotkałby sie ze mną? Tak, jeśli podeślę mu konkretne pytania z góry. Kiedy samolot mnie niósł ponad Atlantykiem do spotkania z tym Galijskim geniuszem, który przejął już tak dużo z mego życia i budżetu, zastanawiałem się, kogo napotkam.
Okazał się być eleganckim dżentelmenem, w nienagannie skrojonym trzyczęściowym garniturze, ku końcowi (wydawało mi się) piećdziesiątki. Miał klasyczną fryzurę w stylu napoleońskim, średniego wzrostu, bystrego wzroku, z niewzruszonym poczuciem humoru i szerokimi zainteresowaniami. Wrażenie było takie, jakby to był ktoś w rodzaju wyidealizowanego wujka, jakiego każdy powinien mieć... totumfacki, ale jednoczesnie w każdym calu biznesmeński, zorganizowany, pogodny i zrozumiały.

W sprawie DURAS/RICHARD'a poczynił kilka docieczeń w pewnych archiwach i zlokalizował plany innych statków Francuskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej z podobnego okresu i klasy. Jeden z nich, statek siostrzany DUC DE DURAS, tego samego szkutnika. To w jego odczuciu, było kluczem do rekonstrukcji. I tak sie stało, ale nie przed ponownym pogrążeniem się jego miotającego sie w tajnikach złożoności językowych i konstrukcyjnych studenta, co objawiło się ponowną wizytą w Paryżu w następnym roku z kompletem kolejnych pytań (nadesłanych wstępnie) i kolejnym tłumaczem.
"- "Pan Boudriot uważa, że nie jest możliwym odtworzenie przez pana rekonstrukcji” - to była zła wiadomość. Ale dobre wieści zapierały oddech "- On zdecydował się zrobić to sam. Powiada, że zajmie mu to około roku czasu. Zrobi około 30 arkuszy planów, ale będzie potrzebował wszelkiej dokumentacji jaka jest w rękach amerykańskich odnośnie detali RICHARD’a pod Jones’em."
Odnośnie mych innych, mniej ważnych pytań, przygotował pokaz slajdów w celu łatwiejszego zrozumienia tematu, ale także w celu właściwego wyjaśnienia nomenklatury francuskiego modelu muszkietu marynarki wojennej z roku 1779."- Musielibyśmy przeegzaminować konkretny oryginał(!). Byłoby to możliwe, gdybyśmy spotkali się z nim następnego dnia w Musee de l’Armee przy grobie Napoleona.
Drogi Czytelniku, jeśli jesteś anglo-saskim turystą w Paryżu, wyobraź sobie zaskoczenie napotkania na schodach tego narodowego przybytku, trzaskajacego obcasami umundurowanego pułkownika wraz z dwoma strażnikami ceremonii w pełnej gali, salutujacym Tobie. No może nie Tobie, ale raczej panu Boudriot'owi, który jest, tak się szczęśliwie składa, przewodniczącym Rady Muzealnej. Wewnątrz oczekuje go więcej pozdrowień od innych, plus orszak biało odzianych pomocników, zamykajacych ten pochód zdążający do uprzednio otwartej gabloty z muszkietem okrętowym z mego pytania.
"- Ahh" - westchnął Boudriot, zaczynając pracować ze śrubokrętem podanym mu niczym jakieś narzędzie chirurgiczne. "- Tu widać anomalie tego konkretnego modelu." Rzeczywiście, zauważyliśmy je dzięki tej tak charakterystycznej dla Boudriot'a drobiazgowości.
Potem odbyliśmy spacer do kilku godnych zainteresowania rzeczy w pobliskim Musee de la Marine, po drugiej stronie rzeki (gdzie Boudriot jest również członkiem Rady Muzealnej), a następnie inny spacer starymi uliczkami Paryża, wzbogacony komentarzami naszego przemiłego przewodnika na temat wieku niektórych budynków. Później sie dowiedziałem, że Boudriot - uznany historyk szkutnictwa - był również wykształcony w zabytkowej architekturze. Przeżył lata II wojny św. w szkole, studiując sztuki piekne, ale też architekturę. W latach powojennych stał się głównym partnerem w swej własnej firmie architektonicznej.
Po napisaniu pionierskiej serii książek o starożytnych francuskich broniach militarnych, uzyskał szeroki rozgłos i respekt, ale i to miało się zmienić. Ponieważ jego studia nad książką o artylerii musiały uwzględnić działa okrętowe, Boudriot naturalnie musiał wyjaśnić w detalu m.in. i to, na czym one stały, co oznaczało drobiazgowy opis okrętu. Potem pojawiły się najróżniejsze typy okrętów, które wywindowały Boudriot'a na szczyty szkutniczego kreślarza/historyka/archeologa.
Poświęcił się studiowaniu architektury marynistycznej Francji z okresu XVIII wieku, który był zenitem jej rozwoju w tym kraju. Stał się również własnym publicystą i rozpoczął wydawanie tytułów ze swej słynnej serii: Collection Archeologie Navale Francaise, przechodząc na emeryturę w architekturze w 1980 roku. Dowiedziałem się z radością, że wszystkie cztery tomy epicznego dziela "Okręt 74 działowy" mają się w końcu ukazać w tłumaczeniu na angielski, po wydaniu publikacji o BONHOMME RICHARD w obu językach: francuskim i angielskim. (Wszystkie są nadal w druku.)
Wznieśliśmy toast za te projekty w mieszkaniu Boudriot'a, na Trocadero. Jego dom w Paryżu to penthouse na 9 pietrze budynku, który sam zaprojektował, usytuowanego na skarpach przy Sekwanie, niedaleko od swego formalnego biura, Musee de la Marine. Okno z widokiem pokazywało cały lewy brzeg miasta, z Wieżą Eiffel'a na pierwszym planie, panorama ku południowi zamazywała się we mgle w dali, jak na obrazie Verneta. W dekoracjach wnętrza dominowały wypolerowane regały pełne skałkowej broni palnej, hełmy kawalerii napoleońskiej i niepasujące do wszystkiego, miekkie, jakoś cywilnie wyglądające dzieła w wykonaniu samej pani Boudriot, która z uśmiechem nalewała nam luksusowego wina cabernet, podczas gdy jej mąż objaśniał rzeczy, które teraz trzeba było zrobić.
Praca ta wymagała następnej wyprawy do Francji, plus włączenie doń innych badaczy amerykańskich, jak również kluczowego Anglika i współpracownika Boudriot'a, Davida Robertsa - eksperta/tłumacza, którego znajomość technicznego i archaicznego francuskiego otwierała wrota pracom Boudriot'a dla świata angielskojęzycznego.
Kiedy wreszcie projekt był zrobiony (dokładnie wg. harmonogramu wyznaczonego przez naszego mentora) i opublikowany (podobnie), odczuwało się wrażenie, że Francja dała Ameryce ten statek dwa razy - po raz pierwszy przez Ludwika XVI w 1779, i teraz w 1987 przez Jeana Boudriota. Ale to nie było wszystko. Znalazł on (wśród swych innych projektów) i czas na rozwiązanie długotrwałego problemu nękającego Boba Sumrall'a w zidentyfikowaniu modeli okrętów francuskich w kolekcji Muzeum Akademii Marynarki Wojennej USA.
W końcu żal mi było ujrzeć finał tego naszego projektu. Będę za tym nauczycielem tęsknił, nie mając już więcej pytań do niego, tylko teksty do przetłumaczenia. Za tym nauczycielem, którego na dobrą sprawę nie było mi dane poznać. Przez lata odpowiedział on na wszystkie zagadnienia techniczne, które przed nim postawiłem, ale przecież były inne, bardziej subiektywne pytania, na które nie było miejsca w naszych tłumaczonych rozmowach.

Trzynascie lat później pojawiła się szansa na zapytanie o nie, jeśli on zezwoliłby na wywiad o sobie i swych pracach na łamach magazynu "Wooden Boat". Jego starannie napisana ręcznie odpowiedź nadeszła pocztą. Nie było w niej ani "nie" ani "tak", ale zapytanie: "jakie były pańskie pytania?"
Poznałem Boudriot'a wystarczająco, żeby wiedzieć, że on lubił precyzyjnie postawione pytania historyczne, które mogłyby być odpowiedziane za pomocą planów, slajdów i dokumentów. "- To człowiek starej daty, nie lubi mówić o sobie i jest bardzo skromny" - ostrzegał mnie David Roberts - "- Nie ma prawie żadnego osobistego biograficznego materiału o nim."
Gryzłem swój ołówek. W jaki sposob on odbierze pytania w rodzaju: "Jak się panu udało, jako amatorowi bez naukowego tytułu, wznieść prezentacje historii marynistycznej do wymiaru ponad wszystko podobne kiedykolwiek przedstawiane? Jakimi środkami, z jaką pomocą i w jakim celu?"
Na szczęście, były jeszcze inne pytania obiektywne i wystarczająco tych technicznych, żeby uzasadnić - miałem nadzieję - kolejny wywiad. Modelarz Eric Ronberg, Jr. chciał wiedzieć, jakie francuskie teksty źródłowe mogłyby dostarczyć informacji na temat wczesnoangielskich praktyk wykreślania wręg, a Grant Walker, zrzeszony badacz w Muzeum Akademii Marynarki Wojennej USA chciał mieć charakterystykę Boudriot'a o zasadniczych różnicach między pracami dwóch wybitnych XVIII-wiecznych francuskich szkutników, inżynierów Sane'a i Forfait'a. Peter Spectre chciał wiedzieć, jakich satysfakcji i kłopotów Boudriot doświadczył jako własny wydawca, a publicysta "Wooden Boat", Matt Murphy był zainteresowany tym, jakich Jean miał nauczycieli. Wiedząc również, że jego prace były w trakcie, zastanawiałem się, czy wykonano jakiekolwiek repliki wg. jego monografii. Jakie były jego obecne projekty i plany?
Przyszła zgoda na spotkanie, ale ja myślałem o innych pytaniach, nawet w powietrzu między Halifaxem a Paryżem. Przepryskujac ponad Reykjavikiem w odrzutowcu Icelandair, rozpieszczany na wygodnej wysokości ponad brutalnym morzem gdzie kiedyś żeglowali Wikingowie, zapamiętałem aby zapytać o zdanie Boudriot'a na temat roli statków Norsmenów w rozwoju północnoeuropejskiego szkutnictwa. Czy ten kadłub nie był wspólnym ich przodkiem?
Miały się odbyć dwa wywiady, tym razem z udziałem dwóch ekspertów tłumaczy, Bernarda i Michele Cadoret, wieloletnich wydawców i publikatorów (między innymi) magazynu "Le Chasse-Maree" - duchowego kuzyna "Wooden Boat" we Francji. Bernard współpracował z Boudriot'em wcześniej, asystując przy pierwszym tomie "Okretu 74 działowego". "- Jestem zapalonym miłośnikiem Boudriot’a" - przyznał się. Moja żona, Kerstin także pojechała ze mną żeby dodać własne odczucia do czegokolwiek o czym ja bym zapomniał.
Spotkanie odbyło się w piwnicznym biurze Musee de la Marine. Mamy dwie i pół godziny czasu zanim nasz gospodarz ma przemawiać w auli muzealnej - jeden z jego 26 wyznaczonych wykładów w tym roku. Po radosnym choć krótkim przywitaniu, Boudriot prowadzi nas do stołu i zaraz przechodzi do sprawy, odpowiadajac na pytania na liście. Zaczynając od najwygodniejszego z pytań technicznych, wyraża zdziwienie że ktokolwiek w Ameryce jest zainteresowany w porównywaniu prac dwóch dawno już nieżyjących francuskich architektów marynistycznych, ale z zadowoleniem przedyskutuje względne zasługi inżynierów Sane i Forfait'a, z referencjami, notkami biograficznymi i we wszelkim szczególe. Pytanie techniczne Ronnberg'a odnośnie możliwych francuskich źrodel o XVIII-wiecznych angielskich praktykach wykreślania wręg, wywołuje odstąpienie do tematu oraz opinie Boudriot'a, że te procedury w obu krajach były w zasadzie takie same. To prowadzi do skomplikowanej dyskusji obejmujacej całą ewolucję architektury marynistycznej, od szkutnika jako projektodawcy, do projektów konceptualistów-matematyków.
Udaje mi się przerwać czymś, co wydaje mi się pokrewnym pytaniem - jego opinia na temat przodkowej roli kadłuba Norsmenów w europejskiej architekturze marynistycznej. "- Nie mam pojęcia; to nie moje pole zainteresowania" - to jego krótka odpowiedź zanim zacznie dyskusje o rzeczach, które leżą w jego kompetencji: flota Colbert'a, początek rysunków rzutów ortograficznych, stworzenie w 1765 projektantów per se, czy inżynierów, których XVIII-wieczne wyliczenia matemetyczne Boudriot przełożył na plany.
"- Ich prace były tak dokładne, że zgadzają się idealnie po sprawdzeniu przez komputer."
Wyraża się w sposób zrelaksowany ale w długich zdaniach, dając Michele (która dokonuje większości tłumaczenia) dużo do zapamiętania pomiędzy przerwami. Jego hołd XVIII-wiecznym inżynierom wydaje sie odpowiadać na pytanie o swych nauczycieli, który to fakt on sam potwierdza, po odnalezieniu tylko powierzchownej informacji ze źródel współczesnych. To podyktowało że pracował w samotności, coś co poleca z podkreśleniem, kładąc nacisk na ważność tak niezależności jak i zorganizowania w pracy twórczej. "- Razem rzeczy te pozwalają na wolność" - zauważa, po czym dodaje praktyczną mysl: "- Oczywiście, potem one muszą stworzyć podstawę". Wydaje się być żywym przykładem swej filozofii, czego zasługą jest uzyskanie międzynarodowego uznania plus rzadki wgląd do zamkniętych archiwów swego kraju. Wzrusza ramionami.
"- Trzema filarami mej pracy były: po pierwsze - studiowanie oryginalnych dokumentów i planów, po wtóre - czytanie współczesnych im książek, po trzecie - studiowanie współczesnych temu modeli. Po części badawczej przychodzą rysunki. Są one głównym językiem w mych książkach. Tekst jest tylko dla wyjaśnienia rysunków." Jego narzędziami są piórko Rotring'a i polyestrowa kalka techniczna.
Podczas swej kariery miał wielu współpracowników, ale nie było zespołu redakcyjnego ani asystentów do pomocy w kreśleniu, badaniach, korespondencji czy publikowaniu prac. Wkrótce przekonał się, że nie miał zainteresowania w aspektach biznesowych publikowania, najął więc współpracownika do tych celów (H. Berti), uwalniając się wyłącznie dla stwarzania swych książek.
"- Ten rodzaj autorstwa wymaga wiele więcej niż pisania i kreślenia. Istnieje jakaś harmonia między rysunkami, tekstem i kompozycją, wszystko wypływające z tego samego umysłu." Rozmyśla przez chwilę, dając Michele rzadki moment do nadrobienia z tłumaczeniem, po czym uśmiecha się "- Moje książki są katedrą, której nie dane było mi zbudować jako architektowi."
A co do ich czytelników - na szczęście byli zawsze, od początku, i jest ich coraz więcej. Nie trzeba wspominać, że większość z nich to modelarze (Eric Ronnberg powiedział mi, że daleko mu jeszcze do posiadania wszystkich książek Boudriot'a, ma tylko około półtora metra zapełnionych nimi półek), ale są także inni klienci, zarówno w Północnej jak i Południowej Ameryce, jak również w Europie i na Dalekim Wschodzie. "- Szczegolnie w Japonii" - dodaje.
"- Okręt 74 działowy" sprzedał się w ponad 5000 egzemplarzach i jest w trakcie czwartego wydania". Około 40 tytułów Boudriot'a znajduje się w jego kolekcji, w tym 10 w tłumaczeniu angielskim, plus mnóstwo przedruków o historycznej wartości. Do tego dochodzi wiele tuzinów artykułów, które napisał i zilustrował dla roznych żurnali i czasopism.
Ile tysięcy rysunków wykonał w tych latach? Czy ma o tym pojęcie? Wznosi oczy ku górze: "- Spoglądam na wszystkie swe rysunki i stwierdzam, że to niemożliwe, aby jeden facet mógł je wykonać." "- Tego się nie da policzyć". A jaka była tego nagroda? "- Że moje prace są czytane".
Jego celem jest bezustanny wysiłek udokumentowania złotego wieku swego kraju w architekturze marynistycznej. "- W przeciwieństwie do wielkich katedr, żaden z tych okrętów nie przetrwał do dziś, żeby móc być przestudiowanym. Nie we Francji. Anglicy wydają się mieć na nie monopol." To wywołuje bardzo skomplikowaną dyskusję, dlaczego brytyjska flota była w stanie pokonać Francuzów, a nasz nauczyciel, zagrzewając się do tematu, zapomina przerwać żeby pozwolić Michele nadgonić z tłumaczeniem, mimo jej desperackich spojrzeń. Moje notatki na ten temat wyszły jakieś takie pogmatwane, ale jedna rzecz jest jasna: jakość okrętów francuskich nie była gorsza, wprost przeciwnie.
Czy zbudowano choć jedną pełnowymiarową replikę z jego planów? Na razie nie, chociaż asystował on przy budowie napoleońskiego kutra LE RENARD, również przy LA RECOUVRANCE, szkunera z lat 1820-tych. Podkreśla, że nie miał nic wspólnego z HERMIONE, replika (w budowie) fregaty, która zabrała markiza de Lafayette do Ameryki. Wydaje się że zakradły się do tej budowy jakieś anachronizmy, do tego były inne problemy. Wyraźnie nie jest on zachwycony wszelkimi replikami.
Boudriot'owi nie udało się uniknąć krytycyzmu od "historykow", jak określa akademików establishmentu. "- Nie mam dobrej opinii wśród niektórych historyków, którzy mnie widzą bardziej jako architekta. Ale to, oczywiscie, też jest historia". Zastanawia sie. "- Faktycznie, w porównaniu, historyk jako taki, ma niewiele do powiedzenia."

Przerywa nam zegar. Zbliża się czas do zaplanowanego oficjalnego wystąpienia naszego gościa. Będzie potrzebował chwili na uporządkowanie swych notatek. Udajemy się do auli na zasłużony odpoczynek.
Wykład zaczyna się dokładnie wg harmonogramu, a Boudriot wygląda elegancko i wypoczęty, zwraca się do prawie pełnej sali - około trzech tuzinów dobrze ubranych ludzi, przeważnie meżczyzn, ale też kilku młodszych kobiet. Jedna z nich pilnie pisze swe notatki... Odnosi się wrażenie, że Boudriot jest nie tylko ich nauczycielem, ale też dyrektorem i szefem członków zarządu.
Tematem wieczoru są urządzenia do sterowania i stery, zaczynając od slajdów z modelu z 1780 z takielunkiem koła sterowego, po czym spojrzenie wstecz do wcześniejszych systemów, do rumpli z poprzedniego stulecia. Dwa rzutniki pracują jednocześnie, pozwalając na wzajemne odwoływanie się i porównywanie ilustracji. Prezentacja jest tak wizualna, że ja mogę wychwycić wszystko bez rozumienia mowy.
Francja i Anglia kopiowały się wzajemnie. Różnych farb używano do malowania dna kadłubów, w zależności od celów. Oto takielunek koła z 1705, bardzo wczesny, ze zwisami, czopami i zawiasami, wyposażeniem, niczego nie opuszczono.
Boudriot przemawia autorytatywnie a zarazem zwyczajnie, pozwalając na spontaniczne pytania z auli. To ulga pozwolić innym na stawianie pytań. Bałem się, że harmonogram dnia wyczerpie naszego gospodarza. Nigdy nie dowiedziałem się ile ma lat, ale musiał on zbliżać się do osiemdziesiątki.
Nie, po dalszych 90 minutach wykładu wydaje się on być odświeżonym i jest gotowym na wieczorne party w swym mieszkaniu - przekąski, cztery dania i mnóstwo toastów serwowanych przez uśmiechniętą Madame Boudriot. Chciałem zobaczyć jego miejsce pracy, ale okazało się że to właśnie ten stół przy którym my jedlismy wieczerzę. Tutaj, w Paryżu, robi on tylko niewielkie rysunki, większość jego prac jest wykonywana w wiejskim domu w Angouleme, gdzie państwo Boudriot spędzają tyle czasu, na ile tylko pozwoli im ścisły harmonogram wykładów i konferencji.
Następnego dnia, podczas lanczu z państwem Cadoretami, przed drugim wywiadem, dowiedzieliśmy się, że i oni odwiedzili wiejski dom Boudriot'ów wiele lat temu, który okazał się wierną repliką XVIII wiecznego otoczenia, ze staroświeckim paleniskiem, piecami, narzędziami i maszynerią, wszystko to w codziennym użyciu tak, jakby od tych czasów nie minęło ponad 200 lat.

Przybywając z powrotem do podziemnych korytarzy Musee de la Marine, tym razem odnajdujemy naszego gospodarza kończącego wykład dla personelu muzeum i innych gości. Oglądają oni model Frohlich’a okrętu LA BELLE, z drugiej wyprawy Cavellier de la Salle, sławnego francuskiego badacza, który odkrył Luizjanę, ale utracił ten szczególny statek u wybrzeży Teksasu. Odkrycie i zidentyfikowanie wraku zainspirowało skomplikowany program wydobycia archeologicznego, a to z kolei przywabiło Boudriot'a. Z empiryczną ewidencją szkieletu okrętu, plus jego własnych źródeł archiwalnych, przygotował on plany i monografie. Dowiedziałem się, że planuje się pełnowymiarowy, działający model LA BELLE.
Jestem wdzięczny za tą dygresję, bo jesteśmy spóźnieni 10 minut. Poza tym czuję się trochę nieszczególnie po długim dniu wczorajszym. Boudriot zauważył nasze spóźnienie ale zaakceptował je z wyrozumieniem. Ma na sobie trzyczęściowy szary garnitur, wykrochmaloną koszulę z okrągłym kołnierzykiem koloru niebieskawego i buty wyszczotkowane niczym czarna stal.

Dziś jest czas na porządkowanie rzeczy, a ja nie mogę zapomnieć aby go zapytać o datę urodzenia (jakkolwiek osobistym to może być). Państwo Cadoret tego też nie wiedzieli. Ale zaczynamy znów od powtórki prac inżynierskich, w dużej dokładności, jako odpowiedź na pytanie postawione przez Bernard'a. Dowiaduję się, że Francuzi używali żelaznych klamr już we wczesnych latach 1700, system wynaleziony przez Gaubert'a, który był też, być może, pierwszym odkrywcą koła sterowego, jak również ukośnych wzmocnień wręg. Dziś odstępy między przerwami są nawet krótsze niż wczoraj, co zmusza Michele do skracania długich, do 5 minut trwających monologów, do sekund. W końcu zostało tylko parę pytań.
Co pozostawił sobie do zrobienia? Cóż więcej pozostało?
"- Po wyczerpaniu tematu okrętów wojennych i handlowych z XVIII wieku, z ich zróżnicowanym takielunkiem i typami kadłubów, zdałem sobie sprawę z faktu, że teraz zapoznałem sie z XVII wiekiem. To nowy kierunek"
"- Wraz z wkrótce mającym nastąpić opublikowaniem rekonstrukcji LA BELLE, on teraz pracuje nad manuskryptem z 1684 o Kolumbie. Czy on sam jest żeglarzem?
"- Tylko troszeczkę i wyłącznie po Morzu Śródziemnym w towarzystwie starego przyjaciela, który jest jachtsmenem.” Uśmiech.
"- Sam nie jestem wielkim żeglarzem." W końcu który aspekt swej pracy jest dlań najtrudniejszym? Jakie jest jego największe wyzwanie?
"- Upraszczanie, zawsze."
Dając odpowiedź tak prostą, jak mistrz Zen, nie kwapi się do dalszych wyjaśnień.
Wkrótce potem wywiad jest skończony. Nakładamy płaszcze i grupowo idziemy na spacer wokół zakrzywionego ramienia Palais de Chaillot, zdążając ku rogowi skąd on udałby się w jednym kierunku a my w innym.
Podczas gdy ja byłem zaprzątnięty myślami, jak tu się pożegnać i z uparcie krążącą w głowie myślą, że czegoś zapomniałem, Boudriot nagle ostrzega mnie abym nie wdepnął w psie odchody na chodniku przed nami. Omijam je; on narzeka że jest ich teraz tyle w Paryżu, żegna się i odchodzi bezzwłocznie. Idzie wzdłuż alejki, samotna, energiczna sylwetka w płaszczu z wielbłądziej skóry, pochylony nieco naprzód jak osoba, która ma trochę pracy do zrobienia.

Kiedy wróciłem do domu, czekało na mnie szereg nagranych wiadomości. Gdy odpowiadałem na telefon od kumpla - żeglarza i entuzjastę antycznych łodzi, zapytał mnie gdzie się podziewałem. Nie mogłem się oprzeć rzuceniu nazwiska:
"- Rozmawiałem z Jeanem Boudriot'em w Paryżu."
"- John kto?" - zapytał, zmuszając mnie do zebrania myśli.
"- Aha, masz na myśli to, że on jest takim francuskim Howard'em Chapelle?"
Niezupełnie. Próbowałem wyjaśnić. Obaj się różnili, z różnymi zainteresowaniami. Chapelle kolekcjonował stosy materiałów z szerokiego wachlarza jednostek pływajacych; Bezmiar Boudriot'a polegał na jednym okręcie w danej chwili, deska po desce. Próbowałem opisać bogactwo detalu i objętość jego prac.
"- Wow" - wykrzyknął. "- A w jakim jest on wieku?" Żachnąłem się. To właśnie było to zapomniane pytanie, i odpowiedziałem mu tym co przyszło mi na jezyk: "- On jest odwieczny."
________________________________________
Pisarz, artysta marynistyczny i historyk marynistyczny William Gilkerson mieszka i pracuje w Mahone Bay, Nowa Szkocja, Kanada.

Wszelkie zapytania o książki Boudriot'a winny być skierowane do:
Jean Boudriot
15 ave. Paul Doumer
75116 Paris, France
fax 011 33 04 93 53 47 49
e-mail hb@ancre.fr
Awatar użytkownika
TomekA
 
Posty: 737
Rejestracja: 03 Paź 2011, 04:04
Miejscowość: dziupla w baobabie

 

Re: Jean Boudriot - autorytet wczesnofrancuskiego szkutnictw

Postprzez ryszardw » 12 Sie 2020, 19:14

Muszę przyznać że z wielką przyjemnością i ciekawością przeczytałem Twój artykuł .Przybliżyłeś nam postać J B który okazał się miłym i przystępnym człowiekiem o wielkiej pasji i wiedzy .Pozdr.R
Awatar użytkownika
ryszardw
 
Posty: 1135
Rejestracja: 04 Gru 2010, 22:56
Miejscowość: wrocław

 

Re: Jean Boudriot - autorytet wczesnofrancuskiego szkutnictw

Postprzez Emerjan » 12 Sie 2020, 21:06

Myślę że Tomkowi należą się serdeczne podziękowania za trud przetłumaczenia i decyzję o podzieleniu się z nami tą wiedzą. My nie mamy takiego wydawnictwa jak Wooden Boat i szczerze mówiąc nic o tym nie wiedziałem. U nas taki periodyk z pewnością by się nie utrzymał bo odbiorców za mało. Są Żagle i to wszystko. A nawet gdybym nawet odkrył istnienie W B to potrzebna jest znajomość tematyczna języka angielskiego. Swoją drogą Jean Boudriot nie tylko posiadł wiedzę ale i drobiazgowo ją udokumentował wiedząc że robi to dla stosunkowo wąskiego grona ludzi a to już samo budzi ciekawość. Janek
Awatar użytkownika
Emerjan
 
Posty: 70
Rejestracja: 13 Wrz 2019, 09:03
Miejscowość: Starogard Gdański

 

Re: Jean Boudriot - autorytet wczesnofrancuskiego szkutnictw

Postprzez TomekA » 13 Sie 2020, 22:29

Dzieki za cieple przyjecie tego artykulu.
To sa juz stare czasy - ukazal sie on w tym magazynie, jak zaznaczylem, 20 lat temu, a napisany byl gdzies w latach 80tych - o wydarzeniach z tamtych lat. Ja zamiescilem go przed laty na nieczynnym juz forum Zaglowce.pl, tutaj: http://www.zaglowce.ow.pl/postacie/boud ... driot.html a na Kodze to jest tylko przedruk z tamtego.
Dzis juz J. Boudriot nie zyje od 5 lat, a jego sprawy (publikacje i rozprowadzanie jego ksiazek) przejal jego wspolnik, Hubert Berti. Dlatego ten kontakt do Boudriota podany przez p. Gilkersona na koncu artykulu, nie jest juz, rzecz jasna, aktualny.
Ja bylem w Paryzu w 2001, takze i w tych zakatkach, ktore sa w w/w artykule wspominane, i doslownie chadzalem chodnikami po sladach stop, gdzie chadzal Jean - pamietam, ze ta wlasnie mysl tkwila mi wowczas gdzies w swiadomosci, pamietam dobrze uklad i ogolny ksztalt tamtejszego muzeum marynistycznego w wielkim, polkolistym budynku Palais de Chaillot na Trocadero, tuz obok innego muzeum, Musée de l'Homme... Niestety, nie mialem juz czasu i mozliwosci by sie wybrac odrobinke dalej w kierunku tego mieszkania panstwa Boudriot na Ave Paul Dormer 15, ktore opisuje p. Gilkerson, czy tez do Musee l'Armee po drugiej stronie Sekwany, o ktorym tez mowa w artykule. No coz, bylem zwyklym zjadaczem chleba, czlowieczkiem pomniejszego kalibru niz sam pan Gilkerson i nie wiem, jak przyjalby mnie Jean B., gdybym nawet jakims cudem sie z nim umowil i nacisnal dzwonek przy jego drzwiach... Zreszta, moja francuzczyzna byla zerowa, porozumiewalem sie tam w jez. angielskim, ku silnie demonstowanym zgorszeniu lokalnych tubylcow.
Ow artykul jest dosc dlugi, ale dla mnie przynajmniej, napisany w taki jakis cieply, optymistyczny sposob. A sam pan Boudriot jest dla mnie swego rodzaju bohaterem, przeczytalem od deski do deski wszystkie jego cztery tomy monografii o okrecie 74 dzialowym (swietne angielskie tlumaczenie Davida Roberts'a) i na podstawie tego nabralem wtedy ochoty do budowy jego modelu, co nadal czynie powolutku...

Pozdroweczka...
TA
Awatar użytkownika
TomekA
 
Posty: 737
Rejestracja: 03 Paź 2011, 04:04
Miejscowość: dziupla w baobabie

 

Re: Jean Boudriot - autorytet wczesnofrancuskiego szkutnictw

Postprzez Witek... » 16 Sie 2020, 10:52

Tomku chylę czoła przed Twoją wiedzą historyczną jej odkrywaniem i dzieleniem się z innymi. No i oczywiście genialną budową samych modeli. Pozdrawiam Witek
Awatar użytkownika
Witek...
 
Posty: 253
Rejestracja: 16 Gru 2016, 16:07
Miejscowość: Zbąszyń

 

Re: Jean Boudriot - autorytet wczesnofrancuskiego szkutnictw

Postprzez TomekA » 18 Sie 2020, 03:53

Witek... napisał(a):Tomku chylę czoła przed Twoją wiedzą historyczną jej odkrywaniem i dzieleniem się z innymi. No i oczywiście genialną budową samych modeli. Pozdrawiam Witek


Dzieki Witek, cala przyjemnosc po mojej stronie! :)
Awatar użytkownika
TomekA
 
Posty: 737
Rejestracja: 03 Paź 2011, 04:04
Miejscowość: dziupla w baobabie

 


Wróć do Hyde Park

Użytkownicy On-line

2 użytkowników i 558 gości online